
W połowie grudnia 2007 nabyłem konsolę Sony Playstation 2 i nie spodziewałem się, że moje życie tak bardzo się odmieni. Po prostu chciałem zagrać sobie w grę Shadow of the Colossus, dojrzaną w filmie Reign over me…
To nietypowe wcielenie Adama Sandlera jako mocno oderwanego od rzeczywistości dentysty, który leczy ból po stracie rodziny grając na PS2 i ustawicznie remontując kuchnię. Film jest takim samym krokiem milowym w karierze komika Sandlera jakim niewątpliwie był Eternal Sunshine of the Spotless Mind dla Jima Carrey’a. Jest to moim zdaniem drugi udany film (po 25th Hour) z nine-eleven w tle.
Gra jest piękna. Nie miałem zielonego pojęcia o możliwościach PS2, nastawiałem się na klimaty jak w grach z początku XXI wieku, czyli raczej bez rewelacji – nieudolne 3D, które razi w oczy o wiele bardziej niż hi-end 2D w takim np. Fallout z 1997 roku. Usiadłem przed konsolą, wynudziłem się na intro, a potem zaniemówiłem. To co widać na dołączonej ilustracji to kwintesencja wrażeń jakie czekają na gracza. Jesteśmy sobie rycerzykiem na koniku, pomykamy na luzie przez stepy akermańskie, nawet góry czy majestatyczne budowle mijamy bez szczególnej ekscytacji. Szaleństwo zarzyna się dopiero gdy znajdziemy się w tytułowym cieniu. Kolos nie jest jakimś tam zwykłym bosem, który charakteryzuje się wzrostem dwa razy większym od bohatera i dodatkową wyrzutnią rakiet zamiast obojczyka. Przeciwnicy w tej grze są jakieś 100 razy więksi od rycerzyka i tą różnicę doskonale się czuje, np. chodząc między nogami czegoś co ma paznokcie większe od naszej klatki piersiowej.
Gra jest wyjątkowa. Jestem pewien, że nie ma takiej drugiej w całym świecie konsol, blaszaków, a nawet ruskich automatów typu „jajeczka„. Chodzi o to aby załatwić 16 ludków, chociaż na początku nie wiadomo za bardzo po co. Nawet przychodzi refleksja, że przecież te owłosione olbrzymy nic mi nie zrobiły. Jednak pełen współczucia przebijam ich łby ostrym mieczem, a czarna krew tryska z siłą tysiąca di Trevi. Można załatwić monstrum typu wielki facet (tych jest najwięcej) ale nie samych człekokształtnych przyjdzie nam mordować. Jest ptaszek, ryba, konik, jaszczurka, robal jak w Diunie i pewnie inne atrakcje (doszedłem dopiero do połowy gry), a wszystkie muszą zginąć by wskrzesić kobietę życia głównego bohatera. Miło.
Gra jest wizytówką PS2. Teraz, gdy doświadczyłem kilkudziesięciu innych gier z tej platformy mogę z całą odpowiedzialnością wydać taki sąd. Tylko trochę kiepsko, że przygodę z czarnulą zacząłem od najlepszej produkcji…
Luty 11th, 2008 at 11:46
A mnie kręcą FrozenBubble na S60 oraz jesienna premiera F3. Narobiłeś jednak smaka na Cień Of Kolosa, nadmiar śliny w ustach i wysokie ceny PS2 na allegro.
Luty 11th, 2008 at 14:36
Jednak wsiadłeś na S60 Szefie? Zmrożone Bąble zdecydowanie kręca moją połowicę, ale nie odmawia partyjki na Fifie 2008 (ogrywając mnie równo) czy szpila w SotC.
PS2 trzyma się mocno co mocno mnie cieszy, bo jeszcze jakiś czas bedą z pewnością na nią wychodziły nowe tytuły.
Luty 11th, 2008 at 15:00
Ano, przekonałem się do S60 po paru miesiącach codziennego, bardzo bliskiego, kontaktu z tą placformą. Narzekać można jednak na ubogą ofertę aplikacji. Jednak te, które są dostępne z reguły wymiatają.
Luty 11th, 2008 at 15:08
Liczba aplikacji nieco blado wypada w porównaniu z platformą Win32, ale nie znam aplikacji której nie mam, a chciałbym mieć w telefonie.
Lipiec 22nd, 2008 at 0:28
Fajna strona, znalazlem ja przypadkowo ale teraz bede tu wpadal czesciej, pozdrawiam