sie 22

Katowice, osiedle Paderewskiego, godzina 7:12, dzisiaj.

Najlepsze bułki jakie jadłem w przeciągu ostatnich trzech pięciolatek można dostać w mały sklepie spożywczym nieopodal Urzędu Pocztowego nr 27 przy ulicy Sowińskiego 35. Odwiedzam go kilka razy w tygodniu od prawie 4 lat. Wielokrotnie już słyszałem pytanie „Dla Pana to co zwykle?”.

Dzisiaj bezpośrednio przede mną zakupy (dwa piwa i bułka o godzinie 7 rano) robił pewien szczupły, zmęczony życiem mężczyzna w wieku średnim. Ekspedientka wyliczyła kwotę 6,60 zł, on zapłacił, ja poprosiłem o swoje tradycyjne cztery bułki i dwa serki wiejskie (czasami dla zmylenia przeciwnika kupuję dużą wiśniową Jogobellę zamiast serków) i pada kwota 6,60 zł. Zastanowiło mnie to, bo przyzwyczaiłem się do 6,20 zł i pytam:
- Dzisiaj wszyscy płacą 6,60?
- Nie, proszę sobie wyobrazić, że niektórzy mają rachunki 6,66 zł!

Zło czai się nawet w spożywczaku.


Podobne posty:


4 Responses to “śniadanie z diabłem”

  1. Citizen Gestaposzwili Says:

    „Kto ma rozum, niech obliczy liczbę bestii”. Teraz za człowieka robi to kasa fiskalna :)

    Przy okazji: mam nadzieję, że nie cierpisz na heksakosjoiheksekontaheksafobię :)
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Heksakosjoiheksekontaheksafobia

  2. szewczyk Says:

    boję się, że grozi mi heksakosjoiheksekontaheksafilia

  3. maja Says:

    Nigdy w tym warzywniaku nie wydałem więcej niż 5zł choć pokus tam wiele.
    Znak czy sknerstwo?
    Lepiej zrezygnować z jednej bułki i mieć zapewnione życie w ………..

  4. szewczyk Says:

    skoro radzisz sobie nawet z pokusami warzywniaka to ogień piekielny ci nie grozi

Leave a Reply