sie 22

Katowice, osiedle Paderewskiego, godzina 7:12, dzisiaj.

Najlepsze bułki jakie jadłem w przeciągu ostatnich trzech pięciolatek można dostać w mały sklepie spożywczym nieopodal Urzędu Pocztowego nr 27 przy ulicy Sowińskiego 35. Odwiedzam go kilka razy w tygodniu od prawie 4 lat. Wielokrotnie już słyszałem pytanie “Dla Pana to co zwykle?”.

Dzisiaj bezpośrednio przede mną zakupy (dwa piwa i bułka o godzinie 7 rano) robił pewien szczupły, zmęczony życiem mężczyzna w wieku średnim. Ekspedientka wyliczyła kwotę 6,60 zł, on zapłacił, ja poprosiłem o swoje tradycyjne cztery bułki i dwa serki wiejskie (czasami dla zmylenia przeciwnika kupuję dużą wiśniową Jogobellę zamiast serków) i pada kwota 6,60 zł. Zastanowiło mnie to, bo przyzwyczaiłem się do 6,20 zł i pytam:
- Dzisiaj wszyscy płacą 6,60?
- Nie, proszę sobie wyobrazić, że niektórzy mają rachunki 6,66 zł!

Zło czai się nawet w spożywczaku.